Gmyza zbrodnia niesłychana

 

 

Wybitny filozof prawa i konstytucjonalista Wojciech Sadurski pisze o najgorętszym obecnie „kartoflu medialnym”.

 

Mianowicie o Cezarym Gmyzie, który ujawnił „zbrodnię niesłychaną” – trotyl na smoleńskim tupolewie.

 

Dlaczego mamy wierzyć Gmyzowi, a nie polskiej komisji śledczej Jerzego Millera i prokuratorowi generalnemu, Andrzejowi Seremetowi? Dodam: dlaczego mamy nie wierzyć własnemu rozsądkowi?

 

Gmyz ma prawo do ochrony swoich informatorów. Z tego skorzystał. Ale właściciel „Rzeczpospolitej” ma także prawo do ustosunkowania się do swojej własności, gdy odczytał, że jego pracownik mógł świadomie dać wpuścić się w maliny.

 

Waga newsa o trotylu jest tym cięższa, że ważyły się w jakimś sensie losy Polski. A przy tym wyglądało, iż Gmyz był „ustawiony” z działaniami Kaczyńskiego i Macierewicza, bo ci od razu zrobili posiedzenie swojego zespołu sejmowego ds. zbrodni Tuska i chcieli przechwycić władzę.

 

A informatorami chronionymi przez Gmyza wszak mogły być takie tuzy dziennikarstwa, jak Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski, Myszka Miki i złodziej złomu w Smoleńsku.

 

Tego  nie wiemy, bo Gmyz ich chroni.

 

Z kolei Jacek Żakowski widzi tę sytuację w jeszcze szerszym planie: To niewydolność dzisiejszego systemu dziennikarskiego.

 

W redakcjach nie ma kto kontrolować rzetelności, ale także miała znaczenie: polska bylejakość.

 

„Ogólna – wynika z sytuacji ekonomicznej mediów. Ubożenie sprawia, że z jednej strony coraz mniej osób pracuje w redakcjach i coraz mniej wysiłku wkłada się w pracę nad tekstami, a z drugiej rośnie presja na newsa, czy – jak mówimy z angielska – scoopa, czyli coś na prawdę mocnego”.

 

Nie bez znaczenia są też sympatie polityczne Gmyza i całej redakcji „Rzeczpospolitej”. Publicyści tego dziennika wmawiają czytelnikom, że Polska opanowana jest przez spisek: „Wciąż jednak nie ma Graala, który by stanowił ostateczny dowód. Gmyz (podobnie jak wcześniej Bronisław Wildstein i kilka innych osób) dostarczył tego wymarzonego Graala. Nic więc dziwnego, że jego artykuł przyjęto z entuzjazmem i nadano mu najwyższą rangę. Żadna redakcja – wolna od takiej dramatycznej tęsknoty za Graalem Wielkiego Spisku – tekstu Gmyza by nie opublikowała w takiej formie i bez precyzyjnego sprawdzenia”.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.