PO się rozpada, nowa partia, absurdy medialne

W mediach dzieje się coraz gorzej. Chwytają się najbardziej absurdalnych pomysłów, nie tylko z powodu, że mają coraz gorszych dziennikarzy. Media papierowe odchodzą z rynku, a „Rzeczpospolita” po aferze trotylowej utraciła resztki wiarygodności.

 

W najnowszej „Rz” wymyślili sobie, że PO upada, rozsypuje się, więc na pewno „układ” będzie szukał jakiegoś ratunku. Niezbyt rozgarnięci dziennikarze na taki geniusz wpadli, a naczelny temat klepnął, nowe rozdanie polityczne, nowy układ personalny, będzie nowa partia.

 

W tym nowym podmiocie politycznym po upadku PO znajdą się: Ziobro, Kowal, Doda i Środa. A także Kamiński, Giertych i Bielan. Jak to można określić? Tylko podobną metaforą, jak te wypociny: intelektualne szczyny.

 

Do tego Radosław Sikorski jakoby będzie kandydował na prezydenta. Radocha, uciecha, że pachy zabijać o tej porze roku. Degradacji prasy totalna.

 

Sikorski na Twitterze musiał „newsa” prostować, a Marek Migalski mu odćwierkał, iż nie wierzy. Szef dyplomacji zapewnił że zagłosuje na Bronisława Komorowskiego.

 

Tyle są warte media, ale też winni są politycy, którzy dają się w takie absurdy wciągać.

Jaruzelski śmiał się z Kaczyńskiego

 

 

Coś generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu od życia się należy. Gnębią go endecy i faszyści rodzimego chowu. Z powodu których wylądował z krwotokiem w szpitalu.

 

Dobrzeje. 13 grudnia był u niego w odwiedzinach Janusz Palikot, powiedział generałowi o wywiadzie Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej”, jak to prezes PiS, gdy go nie internowano, wybrał wolność, znalazł się w sytuacji „dużo gorszej niż internowani”.

 

Palikot o tym wątku „bohaterszczyzny” Kaczyńskiego powiedział Jaruzelskiemu. Generał się śmiał. Dobre i to, 89-letniemu Jaruzelskiemu jeszcze coś od życia się należy.

 

Kawałek uśmiechu na twarzy. Dobry żart – tynfa wart.

Marta Kaczyńska: pieniądze do zwrotu

 

Marta Kaczyńska na śmierci rodziców zarobiła od ubezpieczyciela 3 mln zł.

 

Normą jest, że ubezpieczenie na życie nie obejmuje aktów terrorystycznych, zamachów, ani nagłych wypadków, a także śmierci poza granicami kraju, bo to zwykle reguluje dodatkowa umowa z ubezpieczycielem.

 

I co się okazuje? Sierota po Kaczyńskich nie miała prawa do pieniędzy z ubezpieczenia rodziców, którzy zginęli pod Smoleńskiem.

 

Ale wzięła, a ubezpieczyciel wypłacił. Jak powinna zachować się osoba honorowa? Zwrócić. Ale tych pieniędzy już sierota Marta nie ma. Niemniej ta sprawa świadczy o stosunku Kaczyńskich do prawa i moralności.

 

Żadnego honoru, żadnego poszanowania prawa, żadnej moralności. I taki ktoś, jak Marta K., jest między nami.

 

Tfu.

Tomasz Lis nie kpi z Kaczyńskiego

 

Tomasz Lis jeszcze raz podpadnie Jarosławowi Kaczyńskiemu, tym razem za deklarację, że nie będzie kpił z niego.

 

Kaczyńskiemu podpada się z całym inwentarzem. Kpisz – podpadasz. Nie kpisz – jeszcze bardziej podpadasz.

 

Jedyna forma, którą prezes PiS przyjmuje do wiadomości i można być przez niego pogłaskanym, to klęknąć przed jego majestatem prezesem, pochwalić go za dziewiczość i nieskalaność czynów (jak Matki Boskiej). Wówczas jest szansa, że nie potraktuje cię na odlew.

 

Tak prezes ma. Nie był internowany w stanie wojennym, więc miał gorzej niż ci, którzy siedzieli.

 

Kaczyński, który miał gorzej, teraz ma jeszcze gorzej, więc musi łazić po Krakowskim Przedmieściu, a w przerwach udzielać wywiadów, jak ten dla „Gazety Polskiej”, w którym brednie płyną w szerszym korycie, niż Wisła.

 

Rocznice stanu wojennego były nudne, jak diabli. Jakieś akademie, wspominanie bohaterów tamtych dni: Michnika, Kuronia, Frasyniuka, Bujaka, Mazowieckiego, ale Kaczyński nie poddał się wprowadził swój koloryt, pisowski folklor.

 

Były nudy na pudy, jest zabawnie, jest farsa. „Bohater”, którego komuchy nie chciały wsadzić do ciupy, nadrabia zaległości w marszach, jak teraz 13 grudnia.

 

Lis zachęca do oglądania Kaczyńskiego w mediach: „Kraj jest wolny, a do tego momentami jest w kraju zabawnie. Dziś prezes idzie na barykady. Patrzmy na to. Czegoś tak śmiesznego przez długi czas możemy nie zobaczyć”.

 

Od siebie dodam: tylko w Polsce można oglądać krasnali w marszach, którzy chcą odzyskiwać niepodległość. Normalni mają wolność, a krasnale wychodzą z niewoli ogrodów. Polska to bajeczny kraj.

Mord na prawicy


Prawica zna już przyczyny morderstwa Krzysztofa Zalewskiego przy ul. Grochowskiej w Warszawie. Zamordowany był ekspertem lotniczym, byłym naczelnym miesięcznika „Lotnictwo”, wypowiadał się w sejmowej komisji Antoniego Macierewicza oraz był radnym PiS od 2006.

 

Został zamordowany przez Cezarego S., członka zarządu spółki Magnum-X, w którym Zalewski był wiceprezesem.

 

Portal wPolitycepublicyści prawicowi śmiało stawiają tezę, że zeszedł z tego świata, bo źle wyrażał się o władzy.

 

Na prawicy mamy do czynienia z myśleniem w kategoriach śmierci i mowy nienawiści, rzecz jasna dla nich uprawianej przez PO.

 

Zdaje się, że przybył im do kolekcji kolejny świętego, którego egzegezą zajmą się w najbliższych dniach. Znowu Jarosław Kaczyński coś walnie, np. o Rosiaku, tym zamordowanym w Łodzi. Na prawicy innego myślenia nie ma. A to zabił swój swego z powodów biznesowych.

Braun Dzierżyński ma prelekcję

 

Grzegorz Braun ma się całkiem dobrze, a może nawet lepiej niż dobrze. To ten gość, który chciał rozstrzelać trzy tuziny dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i TVN. Później nawet się poprawił i powiedział: mało*.

 

Braun może liczyć na wsparcie miłości katolickiej i dalsze przekonywanie o przemożnej chęci rozstrzelania dziennikarzy. Jarosław Kaczyński pewnie Braunowi da asumpt do dodatkowego rozprawienia się z dziennikarzami pism kolorowych, bo powstały z obcego kapitału.

 

Kaczyński będzie media (i banki) odbierał, a Braun jako Dzierżyński pracujących w nich rozstrzeliwał.

 

Braun w niedzielę ma spotkanie w Izabelinie o 18.30 w Centrum Kultury (jak ktoś się wybiera, podaję godzinę – 18.30). Ciekawe, czy jego lista pacyfikacji dziennikarzy zostanie rozszerzona o redaktorów z kolorowych pism?

 

Powyższa informacja została umieszczona na tablicy ogłoszeń parafialnych przy kościele w Izabelinie.

 

Proboszcz trzyma z Dzierżyńskim Braunem sztamę.

 

* Przypomnienie słów Brauna o posłaniu do Bozi dziennikarzy, które padły w warszawskim Klubie Ronina: „To jest kolejny przesąd polskiej inteligencji, pacyfizm. Wiara w to, że tu można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną wyprawieni na tamten świat w sposób nagły, drastyczny i nieprzyjemny. No powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów „Gazety Wyborczej”, ze dwa tuziny pracowników drugiej gwiazdy śmierci, centralnej dzisiaj, TVN-u, nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli (…)., no jeżeli się tego nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma”.

Rozsądnie o Smoleńsku

 

Monika Olejnik w „Kropce nad i” gościła wspaniałego rozmówcę, Macieja Komorowskiego, syna dyplomaty Stanisława Komorowskiego zmarłego pod Smoleńskiem.

 

Niewielu jest ludzi, którzy potrafią z takim rozsądkiem mówić o katastrofie smoleńskiej. Zamiast te słowa omawiać komentować, zacytuję:

 

1. „Uważam, że ci naukowcy przyjęli złe parametry obliczeń, skoro twierdzą, że wyszło im to z matematycznych działań. Mam też bardziej ludzką propozycję: niech się rozpędzą samochodem do 300 km/h i uderzą w brzozę.

Ja ją widziałem. A czy Jarosław Kaczyński był na miejscu i widział tę brzozę? Bo ja nie przypominam sobie. Czy panowie profesorowie byli na miejscu? Z tego co wiem, nie, a ja byłem dwukrotnie i nikomu nie życzę spotkania z tą brzozą”.

 

2. „Ci naukowcy, proszeni przez prokuraturę o pokazanie badań, powiedzenie jakie przyjęli parametry i na jakiej podstawie formułują wnioski, wycofują się rakiem i nie przychodzą na spotkania. Poza tym naukowiec to wie pani, takie słowo, którym się łatwo teraz feruje, a jednocześnie nie wydaje mi się żeby ci naukowcy byli dobrze poinformowani w sprawie, w której zabierają głos. Kto wydaje opinię na podstawie zdjęć?”

 

3. „Gdybyśmy byli w stanie odtworzyć rozmowę satelitarną, pewnie ktoś ją kiedyś odtajni, słowa że „decyzja nie została podjęta” świadczą o tym, że czekają na decyzję. Nie oszukujmy się, z tego co się wszyscy domyślamy, pan prezydent chciał wygłosić przemówienie w Katyniu i chciał to zrobić za wszelką cenę. Może trzeba było odpuścić albo znaleźć czas na zapasowe lotnisko, na plan B”.

 

Powyższe słowa nie potrzebują komentarza.

Pogrzeb „Uważam Rze”

 

Grzegorz Hajdarowicz zdaje się, że postanowił ostatecznie pogrzebać „Uważam Rze”.

 

Inaczej nie można odczytać, iż naczelnym pod odejściu Pawła Lisickiego zrobił Jana Pińskiego, skrajnie prawicowego, nieukształtowanego publicystę.

 

Ten z kolei jako komentatorów bierze do pisma skrajnych prawicowców Artura Zawiszę i Roberta Winnickiego, szefa Młodzieży Wszechpolskiej. To prawa ściana, za którą już nic nie ma, tylko faszyzm.

 

Taka redakcja nie ma szans na rynku wydawniczym, na którym niszę wypełnia „Nasz Dziennik” o. Rydzyka. Chyba, że o to chodzi, aby rozpirzyć prawicowego czytelnika, by czuł się zagubiony, a wreszcie porzucony.

 

Czy takim makiawelizmem wykazuje się Hajdarowicz, który dużo wcześniej przegrał sprawę „Uważam Rze”?

 

Czyżby pogodził się z tym, że pieniądze wyrzucił w błoto? Powstaje pytanie, co dalej z „Rzeczpospolitą”? Jak na razie nie ma pomysłu na dalszą obecność na rynku medialnym tego zasłużonego dziennika.