Tomasz Lis nie kpi z Kaczyńskiego

 

Tomasz Lis jeszcze raz podpadnie Jarosławowi Kaczyńskiemu, tym razem za deklarację, że nie będzie kpił z niego.

 

Kaczyńskiemu podpada się z całym inwentarzem. Kpisz – podpadasz. Nie kpisz – jeszcze bardziej podpadasz.

 

Jedyna forma, którą prezes PiS przyjmuje do wiadomości i można być przez niego pogłaskanym, to klęknąć przed jego majestatem prezesem, pochwalić go za dziewiczość i nieskalaność czynów (jak Matki Boskiej). Wówczas jest szansa, że nie potraktuje cię na odlew.

 

Tak prezes ma. Nie był internowany w stanie wojennym, więc miał gorzej niż ci, którzy siedzieli.

 

Kaczyński, który miał gorzej, teraz ma jeszcze gorzej, więc musi łazić po Krakowskim Przedmieściu, a w przerwach udzielać wywiadów, jak ten dla „Gazety Polskiej”, w którym brednie płyną w szerszym korycie, niż Wisła.

 

Rocznice stanu wojennego były nudne, jak diabli. Jakieś akademie, wspominanie bohaterów tamtych dni: Michnika, Kuronia, Frasyniuka, Bujaka, Mazowieckiego, ale Kaczyński nie poddał się wprowadził swój koloryt, pisowski folklor.

 

Były nudy na pudy, jest zabawnie, jest farsa. „Bohater”, którego komuchy nie chciały wsadzić do ciupy, nadrabia zaległości w marszach, jak teraz 13 grudnia.

 

Lis zachęca do oglądania Kaczyńskiego w mediach: „Kraj jest wolny, a do tego momentami jest w kraju zabawnie. Dziś prezes idzie na barykady. Patrzmy na to. Czegoś tak śmiesznego przez długi czas możemy nie zobaczyć”.

 

Od siebie dodam: tylko w Polsce można oglądać krasnali w marszach, którzy chcą odzyskiwać niepodległość. Normalni mają wolność, a krasnale wychodzą z niewoli ogrodów. Polska to bajeczny kraj.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.