Czy Donald Tusk jest geniuszem?

 

Andrzej Olechowski – jeden z większych niezrealizowanych talentów politycznych – w TVN24 recenzował ostatnie posunięcia rządzącej Platformy, a szczególnie w kontekście konfliktu Donald Tusk – Jarosław Gowin.

 

Pominę dobrotliwie, co Olechowski powiedział o lojalności partyjnej Tuska, a kilka słów napiszę o Gowinie. Olechowski uważa, iż Gowin może stać się w przyszłości przywódcą prawicy, co byłoby dla tej strony sceny politycznej błogosławieństwem, wszak Gowin to nie Kaczyński. Do pewnego stopnia koncyliacyjny i przede wszystkim: spokojny, przewidywalny.

 

Gowin może stanąć na czele prawicy,lecz nie w obecnym układzie partyjnym. Póki Kaczyński żyje lub dobrowolnie nie odejdzie, nikt go z prawej sceny nie wypchnie. Gowin zatem czeka aż prezes PiS zniknie w mrokach dziejów i swego umysłu.

 

Podoba mi się metafora Olechowskiego (a nawet alegoria) tycząca Gowina: „On występuje powyżej swego kapelusza”. Jak ktoś ma dar słowa, nawet język polityczny nie ogranicza tworzenie nowych wartości estetycznych (ba, poetyckich).

 

Gowin się wychyla – to właśnie formułował Olechowski – a znaczy, że czuje się mocny – nawet w ramach PO – oraz dojrzał do przywództwa.

 

Jedną rzecz podkreślę, bo ona sama się formułuje. Mianowicie Tuskowi „zarzuca się”, iż rozpycha się na scenie politycznej i chce swoimi ludźmi obsadzić wszystkie opcje: prawicę, lewicę i środek (liberalizm).

 

Na lewicę posłał Janusza Palikota, który radzi sobie, jak radzi. A obecnie „wysłannikiem” na prawicę miałby być Gowin.

 

Czy tak jest? W polityce aż tak szczegółowo nie można antycypować, acz w grubych zarysach jest możliwe. Jeżeli miałoby to być nie tylko intuicyjne i intencjonalne, a kiedyś przez politologię może być opisane, to należałoby stwierdzić, że Tusk to po prostu geniusz. Potrafi zagospodarować swoimi ludźmi lewicę (Palikot) i prawicę (Gowin).

Smoleńsk, eksperci, brzoza (debata w „Wyborczej”)

 

„Gazeta Wyborcza” zorganizowała debatę w sprawie katastrofy smoleńskiej z udziałem siedmiu ekspertów z komisji Jerzego Millera. To pierwsza tak poważna debata publiczna, która musi pokonać w sferze publicznej paranoje PiS i Macierewicza. Coraz więcej Polaków wierzy w chore rojenia upowszechniane przez teoretyków „spiskowych”.

 

- Byliśmy komisją państwową, a nie rządową. Dlatego przyjęliśmy zasadę, że nie rozmawiamy z politykami – podkreślał w środę po południu dr Maciej Lasek, wiceszef zespołu, który badał katastrofę prezydenckiego tupolewa z 2010 r.

Eksperci po raz pierwszy pokazali fotografię słynnej brzozy, zrobioną zaraz po wypadku. Widać na niej wyraźnie wbite w drzewo fragmenty skrzydła samolotu. Przypomnieli, że ślady brzozy są też na końcówce skrzydła, którą tupolew zahaczył o drzewo w końcowej fazie lotu.

 

Debatę w „GW” prowadził Jarosław Kurski, który tak podsumował to spotkanie: „Wypadki lotnicze to nigdy jedna przyczyna, to zawsze ciąg nawarstwiających się przyczyn, łańcuch zdarzeń. Gdyby zerwać jedno z jego ogniw, do katastrofy by nie doszło. Niestety nikt tego łańcucha nie zerwał: brak aktualnej prognozy, słabe wyszkolenie pilotów; niejasny status lotniska; brak lidera na pokładzie; spóźnienie, pośpiech; presja; gęsta mgła; polityczna i symboliczna ranga wizyty; fatalne wyposażenie lotniska, wąwóz, zła interpretacja wskazań wysokościomierzy; determinacja, by lądować; „na kursie i na ścieżce”, brak reakcji na „pull up”, podchodzenie na automatycznym pilocie, brak jednoznacznego zakazu lądowania w obawie przed skandalem dyplomatycznym etc.

Co więc złożyło się na tragedię uznaną przez Sejm za największą od II wojny światowej katastrofę narodową? Można to nazwać krótko: „banalność przyczyn”. Zła organizacja, brak wyobraźni, brawura i polskie „jakoś to będzie”, które spotkało się z rosyjskim odpowiednikiem – „awoś”. Jakby żelazne procedury, bezwzględne prawa fizyki i meteorologii nie dotyczyły VIP-ów.

Niestety dotyczą wszystkich. Dlatego trzeba zrobić, co tylko można, by już nigdy żaden pasażer polskiego statku powietrznego za „banalność przyczyn” nie zapłacił życiem”.

Za: Wyborcza.pl

Ferwor Pawłowicz, bo Kościół bierze kasę

 

Krystynie Pawłowicz nie pierwszy raz zdarzyło się napaść retorycznie na posłankę Ruchu Palikota, Annę Grodzką.

 

Po raz pierwszy doszło rok temu w Polskim Radiu. Zostały odnalezione nagrania z programu „Sterniczki” radiowej „Jedynki”. Zapis dotyczy dyskusji o Funduszu Kościelnym.

 

Oto ten fragment:

 

- Kościół bierze kasę od państwa – stwierdziła Anna Grodzka, co wywołało ostrą reakcję posłanki PiS Krystyny Pawłowicz, która mówiąc zwróciła się do posłanki RP per „pan”. Dwukrotnie.

- Proszę nie pomawiać Kościoła, bo pan, przepraszam, pani, popełnia teraz przestępstwo. To jest bezpodstawne, mówię do pani Grodzkiej. Jakie pan ma dowody? Jakie pani ma dowody, przepraszam bardzo – mówiła Pawłowicz.

- Niech pani się nie myli w formie, bardzo panią proszę – powiedziała wtedy Grodzka.

- Przepraszam, to niezależne ode mnie, w ferworze dyskusji – przeprosiła posłanka PiS, jak dziś widać nieszczerze.

- Proszę ten ferwor trochę pohamować – odcięła się Grodzka (cyt. za: Agnieszka Kublik).

 

Tusk: Gowin, fora ze dwora

 

Donald Tusk dopiero w Paryżu, gdzie odbywa z wizytę roboczą, odniósł się do polemiki sejmowej z Jarosławem Gowinem, w której minister sprawiedliwości rzekł, iż związki partnerskie są niekonstytucyjne, a premier mu odparł, że to jest stanowisko Gowina, a nie rządu, a stan prawny nie nadąża za zmianami społecznymi.

 

Projekty ustaw o związkach partnerskich przez opozycje prawicową i 46 posłów PO (plus PSL) powędrowały do kosza.

 

Wszak to dla rządu policzek, rzecz nie może być zwekslowana pod rubryką: kwestia sumienia, bo takiego Gowin coraz mniej posiada.

 

Otóż w Paryżu Tusk dość jasno sprecyzował swoje stanowisko: - Rząd jest swoistym związkiem partnerskim, w którym niezbędna jest lojalność. Będę wymagał lojalności między innymi w tej sprawie.

 

Albo Gowin się podporządkuje (na co jest mała szansa), albo fora z rządowego dwora.

 

Sześć dowodów na opozycyjność Gowina

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin często prezentuje inne zdanie niż rząd i PO, za to zbieżne z poglądami PiS czy ziobrystów. Dzięki kilkudziesięcioosobowej frakcji w Platformie Gowin może blokować różne przedsięwzięcia. To krótka charakterystyka poglądów Gowina.

1. Jak ognia boi się gejów. Był przeciwko podpisaniu przez rząd konwencji Rady Europy w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet, bo – jego zdaniem – przyjęcie jej przez Polskę „zagraża tradycyjnej rodzinie i jest promowaniem homoseksualizmu i otwieraniem drogi do małżeństw homoseksualnych oraz adopcji dzieci przez gejów”. Donald Tusk zdecydował, że rząd konwencję podpisze, ale konserwatyści mówią w kuluarach, że ratyfikacja dokumentu przez Sejm będzie się ślimaczyć.

2. Jest przeciwny mrożeniu zarodków, więc zablokował prace nad ustawą o in vitro. Choć lekarze mówią, że bez mrożenia zabiegi są mniej skuteczne. Żeby obejść Gowina i jego frakcję, Tusk zrezygnował z ustawy i zapowiedział wprowadzenie częściowej refundacji in vitro w formie specjalnego programu zdrowotnego.

3. Poparł zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. W myśl propozycji Solidarnej Polski aborcja byłaby zakazana nawet wtedy, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się ciężko chore. Dopiero po interwencji Donalda Tuska większość konserwatystów zagłosowała za odrzuceniem projektu ziobrystów.

4. Nie znosi parytetów i kwot dla kobiet na listach wyborczych. Gdy w ubiegłej kadencji Sejm uchwalał kwoty, dowodził, że to inżynieria społeczna, która upokarza kobiety, bo zamiast dostawać miejsca na listach wyborczych, dzięki swoim kompetencjom lądują tam tylko ze względu na płeć.

5. Jest przeciw Trybunałowi Stanu dla Ziobry i Kaczyńskiego. Gdy szef klubu PO Rafał Grupiński złożył w Sejmie wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu szefa PiS i byłego ministra sprawiedliwości, Gowin od razu zapowiedział, że zagłosuje przeciwko. Wyjaśnił, że jeśli Ziobro i Kaczyński złamali prawo, to powinien zająć się nimi prokurator.

6. Zreorganizował 79 sądów rejonowych – wbrew PSL i części PO – czyniąc z nich oddziały zamiejscowe innych sądów. To ma przyspieszyć orzekanie, ale sędziowie i eksperci zwracają uwagę, że zbyt wolne wydawanie wyroków jest problemem w dużych sądach, a nie małych. Gdy minister zorientował się, że nie ma szans, by Platforma i ludowcy poparli jego plan w Sejmie, wprowadził zmiany rozporządzeniem. Dlatego Krajowa Rada Sądownictwa i PSL zaskarżyli sprawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Za: Renatą Grochal

Jak odwoływano Nowicką

 

Jak odwoływano Wandę Nowicką w klubie parlamentarnym Ruchu Palikota. Pisze we „Wprost” Anna Gielewska. Prawdopodobnie mężczyznom w RP nie podoba się, że kobieta stoi wyżej:

 

Sala plenarna Sejmu, dyskusja o związkach partnerskich. Z trybuny przemawia Robert Biedroń. W ławach Ruchu Palikota siedzi tylko jeden poseł – Wincenty Elsner. Gorączkowo wysyła SMS-y i wydzwania do kolegów: – Przyjdźcie chociaż na chwilę, to nasz sztandarowy projekt. W tym samym czasie trwa burzliwe posiedzenie klubu w sprawie odwołania Nowickiej. Ona sama przynosi dokumenty, które mają przekonać kolegów, że o żadnej premii dla Prezydium Sejmu nie wiedziała. Nigdzie nie ma jej podpisu. I choć pieniądze wzięła (40 tys. zł), to zamierza przeznaczyć je na cele charytatywne. Po drugiej stronie poseł Artur Dębski grzmi: – Nie przyszliśmy tu dla pieniędzy! Wynik tajnego głosowania jest dla Nowickiej bezlitosny – 30 posłów decyduje o wycofaniu poparcia klubu dla niej. Według nich to świetny ruch wizerunkowy, który przysporzy partii poparcia. – Chyba zdajecie sobie sprawę, że to będzie miało konsekwencje – wypala Nowicka i wychodzi ze spotkania.

 

Co może teraz zrobić Nowicka? Wyjść z Ruchu Palikota? Ale gdzie? Przecież nie do partii, w której jest Jarosław Gowin, ani wrócić do SLD.

 

Janusz Palikot zafundował sobie kłopot wizerunkowy.

Zdymisjonować Rydzyka!

 

Roman Giertych nie popuszcza, chce zdymisjonowania o. Tadeusza Rydzyka . W liście do prowincjonała redemptorystów wyraża oburzenie, że w Radio Maryja i TV Trwam nie sprostowano kalumnii pod jego adresem.

 

Rydzyk chachmęci i przedstawia żądania Giertycha jako dowód przynależności do tajnego sprzysiężenia, popierającego związki homoseksualne i eutanazję. „To jest wypowiedź skandaliczna. Nie godzi się, by kapłan katolicki i zakonnik posługiwał się tak nikczemnymi pomówieniami”.

 

Giertych przypomina wypowiedź prymasa kardynała Józefa Glempa z 2010 roku, który w wywiadzie dla „Newsweeka” postulował, by Radiem Maryja przestał kierować Rydzyk, bo ”u redemptorystów jest wielu ludzi odpowiedzialnych”, którzy mogliby to robić za niego.

Antysemita Kobylański

 

Co jest bardziej uwłaczające, być nazwanym szmalcownikiem, czy antysemitą? Obydwa miana nosi Jan Kobylański, sponsor Radio Maryja i przyjaciel Rydzyka, w którego mediach jest nazywany „wybitnym działaczem polonijnym”, „bohaterem”, a nawet „obrońcą polskiego honoru”. Tfu! Z takim honorem.

 

Radosław Sikorski ma prawomocne orzeczenie sądu, że nie musi patałacha Kobylańskiego przepraszam za publiczne nazwanie go „antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy”.

 

Czyli już można Kobylańskiego zwać szmalcownikiem i antysemitą. Patałach – to zbyt ulgowe potraktowanie gościa.

 

Nawet IPN rozważało postawienie Kobylańskiemu zarzut szmalcownictwa w czasie II wojny światowej, czyli usługiwania się szkopom donoszeniem na Żydów. Zresztą uciekł z kraju po wojnie i skrył się w Ameryce Płd, a w Paragwaju współpracował z dyktatorem gen. Alfredo Stroessnerem, który udzielał schronienia zbrodniarzom nazistowskim. Tam dorobił się fortuny.

 

Gdy ciamajda Anna Fotyga rządziła w resorcie dyplomacji, Kobylański miał wśród pracowników MSZ wielkie wpływy. Kobylański Żydów określa, iż mają „parszywe geny”. Taki gość plącze się w kraju. A won! Ty szmalcowniku!

Męczennik Kaczyński

 

Pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej miast być uroczystością żałobną, był tromtadracją quasi-patriotyczną. Co ona wniosła do życia publicznego oprócz dwóch synów nieudaczników?

 

Wszystkich przebił bp Antoni Dudycz, który dziękował zmarłej za wychowanie prezydenta-męczennika.

 

To prawda, Lech Kaczyński umęczył naród.

 

Żyje drugi Jarosław, który bezustannie męczy naród. Małe toto, kurduplowate, a potrafi męczyć, robić z życia publicznego piekło. Taki diabełek.

 

Biskup jeszcze powiedział, że matka dołączyła do syna. Gdzie? Hierarcha powinien wypluć to słowo. Wg mojego rozeznania bracia zasługują na piekło, jakie za życia czynili w kraju.

Sondaż: PO przed PiS – obydwie partie tracą

 

Najnowszy sondaż TNS Polska przynosi niepokojące wyniki. Nadal prowadzi PO z 29% poparcia. PiS ma 23%.

 

Obydwu partiom ubyło. Platformie aż 5 punktów procentowych, PiS – 3.

 

Do Sejmu dostałyby się SLD – 10%, Ruch Palikota – 7 i PSL – 6%.

 

Wyniki świadczą, że Polacy zniechęcają się do polityki. Duża część nie chce  głosować, nie chce słyszeć o polityce. Wina to zarówno partii rządzącej, jak opozycji. Swój udział ma też kryzys, coraz bardziej odczuwany przez społeczeństwo.

 

Prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar polską politykę postrzega jako pasywną i przewiduje odwrócenie się wyborców od PO (acz niekoniecznie w stronę PiS): – Odwrócą się z powodu małej aktywności rządu, małej widoczności rządu i pewnej pasywności rządu.

Prawicowe fioletowe nosy w klozecie IPN

 

Prawica kocha historię, to znaczy: lustrować. Przeglądanie życiorysów, zaglądanie do majtek to ich ulubiony sport. Stale poszerzają tę przypadłość „nosa do tabakiery”. Już nie wystarczą majtki osobnika, którego chcą zlustrować. Sięgają po galoty przodków, barchany matek i ojców, dziadków, itd.

 

Prawicowe nosy od nadmiaru zapachów przeszłości są jak nosy pijaków – fioletowe. IPN to ich ulubione miejsce do wąchania, to prawicowy klozet. Co tam się nawdychają, to ich.

 

Ostatnio przekonał się o tym sędzia Igor Tuleya, gdy Cezary Gmyz wsadził swój fioletowy nos w klozecie IPN do życiorysów jego rodziców. A co się safanduła intelektu nawąchał, musiał się podzielić z prawicową gawiedzią klozetową.

 

Tomasz Lis porównuje te praktyki do bolszewickich: ”To bolszewicy grzebali ludziom w życiorysach, szukając genetycznie skażonych przodków”. Tak jest! To są nasi bolszewicy z fioletowymi nosami.

 

Wąchają w „Gazecie Polskiej”, w „W sieci”, w nowym tygodniku Lisickiego „Do Rzeczy”. To już nie dziennikarze to Nosy i tak ich należy nazywać. Z Polski chcieliby uczynić jeden Wielki Klozet. Rzeczpospolita Klozetowa.