Kurski – Goebbels jako taki

 

Jacek Kurski broni swego życia prywatnego, jak Goebbels. Jest to porównanie uprawnione. Dla Wprost.pl tak właśnie nazywa Jerzego Urbana. Jak kogo przezywasz, tak się sam nazywasz.

 

Chyba Kurski zna tę zasadę honorową, więc uzasadnionym jest nazywanie go Goebbelsem. Ma takie pojęcie o honorze – od kiedy uprawia politykę.

 

Z Urbanem tak oto się obszedł: „Przecież całą młodość spędziłem na walce z reżimem komunistycznym. Dla mnie Urban to jest Goebbels stanu wojennego! Tygodnik >Nie< to jest dla mnie pseudomedium odwołujące się do najniższych instynktów, bazujące na poetyce kloaki i rynsztoka! I w związku z tym to jest ostatnie pismo, któremu miałbym się zwierzać ze spraw osobistych”.

 

Walczący z reżimem cała młodość ma teraz prawo do tego, iż udzielając wywiadu wspomnianemu tygodnikowi znajdował się na stoku narciarskim. Zasłużył na to (chyba żeby tam połamać sobie nogi).

 

Dziennikarki, które z nim rozmawiały, bały się zapytać, z kim na tym stoku jest. Wszak to jurny polityk. Z tygodnikiem Urbana zadarł, gdy „Nie” opisało jego romanse. Rozjuszył się Kurski, nałożył kaganiec prawny na dalsze publikacje w tym periodyku. Zagroził też innym portalom i mediom, aby cytowały enuncjacje romansowe jego dotyczące.

 

Strach się Kurskiego bać. Dziennikarki pytają go ostrożnie, gdyż boją się jakiejś kwalifikacji prawnej poprzez ingerencję w życie prywatne.

 

Jazda samochodem i przekraczanie prędkości jest już li prywatne, czy publiczne? Po Goebbelsie wszystkie można się spodziewać i jutro wylądować za kratami.

 

Gdy opisze się Goebbelsa romans – jest to ingerencja w prywatne życie. Gdy Goebbels mówi o dziadku z Wehrmachtu – to już nie jest życie prywatne, bo nie dotyczy życia Goebbelsa.

 

I tak sobie Goebbels jeździ po stoku narciarskim (nie wiadomo z kim), kasa w Brukseli równym ciurkiem spływa na konto, żyje sobie z podatków Polaków, bo ciemny lud kupi.

 

Tak Goebbels wszystkich nas łupi i robi w balona.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.