Danuty Wałęsy praktyczny feminizm

Lech Wałęsa od czasu do czasu zaistnieje publicznie jakimś powiedzeniem. Niektóre z nich robią szczególną furorę i są ozdobami leksykonów, albo umieszczane na T-shirtach.

 

Podpadł poprawności politycznej  ”zaleceniem”, aby homoseksualistów sadzać w tylnych ławach w Sejmie, albo za murem.

 

Nie należy się tym przejmować. Ale media pilnują porządku, więc owo niefortunne spostrzeżenie jest wałkowane. Dziennikarze dotarli do Danuty Wałęsy, która jest kobietą praktyczną, a nie ideową.

 

Dla „Wyborczej” o frustracji męża i jego dyrdymałach opowiada:

 

Jego ojciec zmarł, gdy miał dwa latka. Takie wydarzenia z dzieciństwa mają wpływ na całe życie. Potem przywykł do patriarchatu absolutnego. Nie sposób już tego zmienić, lepiej w ogóle nie wkraczać. Mąż w tym roku będzie miał 70 lat, to nie jest czas na zmiany. Jest zmęczony życiem, rozgoryczony. Doszedł do takiego momentu, że nie ma już bezpośredniego wpływu na to, co się w Polsce dzieje, polityka poszła w swoją stronę. Myślę, że czuje się też niedoceniony (czytaj dalej).

 

Pani Danuta prezentuje feminizm praktyczny, dnia codziennego. Może najtrudniejsza forma kobiecości. Należy swoje godne miejsce wywalczyć, a nie gadać w mediach głupot.

 

Kobiety, wyjdźmy z szafy!

Dzień Kobiet za nami. Kobiety kolejny raz nie zostały dowartościowane, kolejny raz mężczyźni świętowali Dzień Kobiet.

 

Paradoksy nie tylko polskie, ale nasze szczególne. Mamy pretensje do nowoczesności, ucywilizowania się. Na ustach polityków pełno słów o równości płci. Gdy jednak, co do czego dochodzi, przed kobietami są zamykane drzwi. Kobiety są wypraszane. Najwyżej dostają kwiatki – i dziękuję.

 

„Dzień bez kobiet” – tak świętowały Dzień Kobiet dziennikarki „Gazety Wyborczej”. Nie dość, że stwierdziły, że mniej zarabiają od mężczyzn, to zdecydowanie mniej kobiet jest w mediach.

 

Świat pokazywany w mediach jest męskim światem. Dziennikarki „GW” apelują: Kobiety, wyjdźmy z szafy!.

 

Tak jak nie widać nas w Sejmie, Senacie, samorządach, na uczelniach, w pracy. Często same jesteśmy sobie winne. Siedzimy cicho w nadziei, że nasza praca zostanie zauważona. Nie pchamy się do pierwszego szeregu, bo „przecież docenią, widzą, jak ciężko pracuję”.

 

Nie chodzi o narzucanie kobiecej perspektywy, ale o to, by była równowaga. Nie wymuszona, tylko taka po prostu, wynikająca z tego, że kobiet i mężczyzn jest prawie tyle samo.

Wychodzicie? Ja wychodzę.

 

W imieniu kobiet „Wyborczej” powyższą deklarację opuszczenia szafy ogłosiła młoda dziennikarka Grażyna Borkowska.

 

Każdy dzień – nie tylko Dzień Kobiet – winien być dniem bez kobiet w szafach.

 

Urban w świetnej formie

 

Jerzy Urban jest w świetnej formie. Nie przeszkadza mu wiek, ani majątek – bo go ma. Rozdaje na prawo i lewo cenzury.

 

Rozdaje je na lewicy, bo wiadomo – prawice jest „be” i słusznie.

 

Urban mimo swojej politycznej sympatii dla Ruchu Palikota jest rozczarowany, bo ta partia nastawiła przeciwko sobie media. Zaznaczył, że to komplikuje sytuację polskiej lewicy. W jego opinii Janusz Palikot to „kapryśna primadonna”, Leszek Miller „egocentryk”, a Ryszard Kalisz jest „uroczy, lecz leniwy”. W zjednoczeniu lewicy nie pomagają feministki, które redaktor naczelny „NIE” nazwał „sektą”.

 

A to wszystko w najnowszym „Newsweeku”. Urban o Palikocie rzecze: „Doradzam, ale czy on mnie słucha, tego nie wiem. Jest kapryśną primadonną, która musi postawić na swoim. On uważa, że w ten sposób walczy o przywództwo, ale brak mu wciąż zmysłu taktycznego. Prawdziwy wódz wie bowiem, że walcząc o przywództwo, trzeba czasami się cofnąć, przyczaić, a niekiedy w ogóle wycofać 
na jakiś czas”.

 

Zaś o sobie i Magdalenie Środzie: „Nie jestem taką damą klasową jak pani prof. Środa i nie uważam, że polityka to miejsce, gdzie trzeba grzecznie do siebie mówić. Powiedzenie z mównicy sejmowej: „Jesteś kanalią i złodziejem”, jest właściwe, jeśli ma się na to dowody. Bo jest to proste i skuteczne w odróżnieniu, niestety, od mówienia o potrzebie bycia zgwałconą”.

 

Urban ma swoje lata i trzeba go zrozumieć, ale nie te sektę. Równie dobrze można powiedzieć o sekcie mężczyzn. I co z tego wyniknie? Portki i majtki: „Feministki stały się w Polsce sektą, jak sekta smoleńska czy radiomaryjna, skupioną nie na załatwianiu ważnych społecznie spraw, lecz na swoich uprzedzeniach. W oderwaniu od realiów”.

 

A realia są takie, że Urban może dostać za takie słowa tłuczkiem po głowie. Może już dostał i dlatego chrzani takie rzeczy, jakby miał guza od tego uderzenia.