Prawicowe fioletowe nosy w klozecie IPN

 

Prawica kocha historię, to znaczy: lustrować. Przeglądanie życiorysów, zaglądanie do majtek to ich ulubiony sport. Stale poszerzają tę przypadłość „nosa do tabakiery”. Już nie wystarczą majtki osobnika, którego chcą zlustrować. Sięgają po galoty przodków, barchany matek i ojców, dziadków, itd.

 

Prawicowe nosy od nadmiaru zapachów przeszłości są jak nosy pijaków – fioletowe. IPN to ich ulubione miejsce do wąchania, to prawicowy klozet. Co tam się nawdychają, to ich.

 

Ostatnio przekonał się o tym sędzia Igor Tuleya, gdy Cezary Gmyz wsadził swój fioletowy nos w klozecie IPN do życiorysów jego rodziców. A co się safanduła intelektu nawąchał, musiał się podzielić z prawicową gawiedzią klozetową.

 

Tomasz Lis porównuje te praktyki do bolszewickich: ”To bolszewicy grzebali ludziom w życiorysach, szukając genetycznie skażonych przodków”. Tak jest! To są nasi bolszewicy z fioletowymi nosami.

 

Wąchają w „Gazecie Polskiej”, w „W sieci”, w nowym tygodniku Lisickiego „Do Rzeczy”. To już nie dziennikarze to Nosy i tak ich należy nazywać. Z Polski chcieliby uczynić jeden Wielki Klozet. Rzeczpospolita Klozetowa.

Stryczek dla Ziobry

 

Zbigniew Ziobro złożył na sędziego Igora Tuleyę zawiadomienie do sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego, iż „uchybił godności sprawowanego urzędu i uprawiał publicystykę polityczną”.

 

Ziobro nie zgadza się z tym, że IV RP stosowała „metody stalinowskie”. A jakie? – chciałoby się zapytać. Kaczystowskie? Ależ są tego samego autoramentu. Przesłuchiwać w nocy i trzymać w areszcie „wydobywczym” do skutku.

 

Podobno w dokumencie sędziego, którym postanowił zawiadomić prokuraturę „w jaki sposób przesłuchiwano osoby przewijające się w postępowaniu w sprawie dr. Mirosław G.”, brakuje szczegółowości – podania godzin.

 

Szczególnie w akapitach dotyczących dwóch przesłuchiwanych kobiet: ”W przypadku Dobiesławy L. oraz Janiny P. może budzić wątpliwości prawidłowość samego zatrzymania. Dobiesława L., która została zatrzymana 19.04.2007 r., jak wynika z protokołu, oświadczyła: czuję się niezbyt dobrze, mam wyznaczony termin zgłoszenia się do szpitala dnia 1.05.2007 r. w związku z operacją zastawki aortalnej, natomiast Janina P. poinformowała funkcjonariuszy CBA, że czuje się źle, boli ją klatka piersiowa, zażywa leki, leczy się na nadciśnienie. Pomimo tego, żadna z kobiet nie została zbadana przez lekarza”.

 

Ziobrę ubodło, iż Tuleya napisał: ”Sąd jednoznacznie sygnalizuje, że w toku procesu zarówno część oskarżonych jak i świadków wskazywała, iż w trakcie przesłuchań informowano ich o możliwości zastosowania tzw. aresztów wydobywczych.

 

Ziobro może nie być świadomy, że IV RP wzięta pod lupą, to stryczek na jego karierę polityczną. I dobrze.

Stalinowskie metody, duży Tomek, c.d. IV RP

 

Kwestia „stalinowskich metod”, o których mówił sędzia Igor Tuleya, gdy uzasadniał wyrok na kardiochirurgu dr G., nabiera rozmachu.

 

IV RP otrzyma należną jej oprawę śledczo-procesową. Tydzień temu sędzia Tuleya wysłał do prokuratury zawiadomienie dotyczące podejrzenia składania fałszywych zeznań przez świadków w sprawie kardiochirurga. Sąd podejrzewa, że fałszywe zeznania w sprawie dr. G. złożyło pięcioro świadków.

 

Teraz stołeczny sąd wysłał do Prokuratury Okręgowej zawiadomienie o podejrzeniu, że tzw. duży agent Tomek działający w sprawie doktora G. przekroczył uprawnienia i składał fałszywe zeznania.

 

Tuleya nie mówił gołosłownie o metodach stalinowskich IV RP. Teraz prokuratura powinna drążyć głębiej. Dojść do tego, kto podejmował decyzje, aby tak błahą z punktu prawnego sprawę uczynić jedną z najważniejszych kwestii tzw. układu i sitwy.

 

Paranoja IV RP dotknęła niektórych, ale nawrót choroby – gdyby Kaczyński miał wrócić do władzy – mógłby sparaliżować kraj na amen.