Stalinowskie metody, duży Tomek, c.d. IV RP

 

Kwestia „stalinowskich metod”, o których mówił sędzia Igor Tuleya, gdy uzasadniał wyrok na kardiochirurgu dr G., nabiera rozmachu.

 

IV RP otrzyma należną jej oprawę śledczo-procesową. Tydzień temu sędzia Tuleya wysłał do prokuratury zawiadomienie dotyczące podejrzenia składania fałszywych zeznań przez świadków w sprawie kardiochirurga. Sąd podejrzewa, że fałszywe zeznania w sprawie dr. G. złożyło pięcioro świadków.

 

Teraz stołeczny sąd wysłał do Prokuratury Okręgowej zawiadomienie o podejrzeniu, że tzw. duży agent Tomek działający w sprawie doktora G. przekroczył uprawnienia i składał fałszywe zeznania.

 

Tuleya nie mówił gołosłownie o metodach stalinowskich IV RP. Teraz prokuratura powinna drążyć głębiej. Dojść do tego, kto podejmował decyzje, aby tak błahą z punktu prawnego sprawę uczynić jedną z najważniejszych kwestii tzw. układu i sitwy.

 

Paranoja IV RP dotknęła niektórych, ale nawrót choroby – gdyby Kaczyński miał wrócić do władzy – mógłby sparaliżować kraj na amen.

Czy czeka nas IV RP?

 

Gdzie jest Platforma? – pytają coraz głośniej publicyści i niektórzy zaniepokojeni wyborcy. PiS wraz z „premierem Burkina Faso” Jarosławem Kaczyńskim i kandydatem na przydupasa Piotrem Glińskim w przestrzeni publicznej robią, co chcą. Łażą sobie po Krakowskim Przedmieściu, budzą Polskę, walczą w obronie TV Trwam, robią debaty puste jak dzwon Zygmunta. Ale coś robią. I mają wyniki. W sondażu – jednym, bo jednym – po raz pierwszy im podskoczyło od czasów króla Ćwieczka. Co z PO?

 

 

 

 

 

 

 

Katarzyna Kolenda-Zaleska uważa, że to nie defensywa, to walkower.  W PO nikt nie ma pomysłów, nie widać żadnej energii. Tacy nie nadają się do rządzenia. W PiS wrze. Durne, bo durne te debaty. Zachowania polityków PiS także – triumfalizm. Ale jakieś są. Im na czymś zależy. Tak widzą wyborcy, tak zaczynają oceniać publicyści. Niech lepiej będzie Burkina Faso, niż Nibylandia.

 

Oczekiwania na expose Donalda Tuska? Czy wszystko w kraju, w partii rządzącej musi opierać się na nim? A cóż takiego może rzec w tym przemówieniu? Nie będzie wszak to pocieszające. Oczekiwania są tak ogromne, że z założenia Tusk ich nie spełni. Bo zakrawa to czekaniem na cud. A cudów nie ma.

 

 

 

 

W PO przyznają, że sondaż ich wstrząsnął, ale w partii panuje tumiwisizm. Do tej pory niewiele robili, postraszyli Polaków PiS-em i Kaczyńskim – i było dobrze. Prowadzenie w sondażach. Jednak to przestało nagle skutkować. W Platformie zaczęło się kręcenie wokół własnego kupra: gdzie przód, a gdzie dupa?

 

Dotychczas PiS było zniechęcone, wyborcy łazili na miesięcznice i tego typu drogi „do prawdy”. Nie wierzyli, zniechęceni byli – i złapali wiatr w żagle. Otrzymali jeszcze jeden powód do mobilizacji. Czy PO może liczyć na podobne zachowanie swojego elektoratu? Pozostaje jeszcze zapytać: Czy Platforma się załamanie?

 

 

 

 

 

Prawicowe media krzyczą: Nadciąga wiatr zmian. Analitycy uspokajają: Na razie mamy tylko jeden sondaż, który pokazuje przewagę PiS. A w podtekście: będzie dobrze. Samo jednak się nie zrobi, atmosfery w kraju nie poprawi. Posłowie PO wszak nie wezmą się do roboty, zwłaszcza, że niewiele do tej pory robili. Czarną robotę odwalał za nich Tusk.

 

 

 

 

 

Zasadnie jest zapytać, wybiegając w przyszłość: Czy wyborcy przełkną Krwawego Antka i niedołężną Annę Fotygę w MSZ? Czy mamy takie ponosić konsekwencje za ciamciarowatą Platformę?

 

A może pozostaje inna nadzieja? Lewica w końcu weźmie się do kupy i skonsumuje przegrywającą, dogorywają Platformę? Raczej na Leszka Millera nie ma co liczyć. Wiekowy pan, czasami zajarzy dowcipem. Może na Janusza Palikota postawią wyborcy, lecz świeżo w pamięci mają jego happeningi, a polscy wyborcy są mało awangardowi.

 

Może, może. Bo inaczej czeka nas przepaść, otchłań – IV RP.