Wałęsa zhańbił Nagrodę Nobla

 

Lech Wałęsa dał tym razem plamę większą niż kiedykolwiek. Zaprzeczył swoim osiągnięciom politycznym, którymi się szczycił.

 

Gdzie powinien siedzieć homoseksualista w parlamencie? Zdaniem byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który w piątek był gościem „Faktów po faktach” na antenie TVN24, w ostatniej ławie, a jeszcze lepiej – za murem.

 

To jedne z najbardziej hańbiących słów w Polsce.

 

- Mniejszość nie może przeszkadzać większości. Jeśli jest ich 5 proc., to muszą demonstrację mieć nie na ulicy w centrum miasta, tylko na peryferiach. Zróbmy to sprawiedliwie – wasze 5 proc., to możecie dojść do pierwszej ulicy, a dalej nie, bo macie 5 proc. W każdej dziedzinie powinniśmy być sprawiedliwi – takie poglądy na demokrację przedstawił były prezydent w TVN24.

 

Monika Olejnik wprost to nazwała na Facebooku: ”Lech Wałęsa zhańbił Nagrodę Nobla słowami o getcie ławkowym dla gejów. Jest mi potwornie przykro”

 

Dobrze dają temu wyraz głosy internautów:

Podobnie jak Wałęsa myśli (o ile to myśleniem nazwać można) 2/3 polskiego społeczeństwa. Niestety, to skutek zaściankowości. System komunistyczny i Kościół katolicki przy wielu różnicach w kwestii nietolerowania homoseksualizmu szli „łapka w łapkę”. Wałęsa jest „dzieckiem” i jednego, i drugiego. Wałęsa jest za stary i zbyt prymitywny i zbyt zarozumiały, aby móc nadążyć za przemianami obyczajowymi zachodzącymi w Polsce.

 

Społeczeństwo to WSZYSCY obywatele: emeryci, łysi, leworęczni, karły, geniusze, kretyni, konduktorzy, prawnicy. Szufladkowanie ludzi według ich wiary czy przynależności społecznej czy seksualnej to pierwszy krok do rozwalenia demokracji. Panie Wałęsa, nie musi pan lubić homoseksualistów, najprawdopodobniej nie należą do grona pańskich przyjaciół. Ale jakim prawem wyraża pan sąd o ich społecznej przydatności? Co panu się marzy? Getto?

 

Monika Olejnik z czerwonymi oczami

„Dziennik” chce być poważnie traktowany, ale lubi rozsiewać plotki. Wypatrzyli na Facebooku na profilu Moniki Olejnik jej ostatnie zdjęcie sylwestrowe i nie omieszkali jej opublikować i zatytułować: „Czerwone oczy i rozwiany włos”.

 

Przy okazji można było się dowiedzieć, z kim bawiła się dziennikarka: Trio i szalone życzenia: Artur Rojek, Monika Olejnik i Anna Szałapak z góralskim śpiewnikiem!

 

Zazdrośnicy!

Rozsądnie o Smoleńsku

 

Monika Olejnik w „Kropce nad i” gościła wspaniałego rozmówcę, Macieja Komorowskiego, syna dyplomaty Stanisława Komorowskiego zmarłego pod Smoleńskiem.

 

Niewielu jest ludzi, którzy potrafią z takim rozsądkiem mówić o katastrofie smoleńskiej. Zamiast te słowa omawiać komentować, zacytuję:

 

1. „Uważam, że ci naukowcy przyjęli złe parametry obliczeń, skoro twierdzą, że wyszło im to z matematycznych działań. Mam też bardziej ludzką propozycję: niech się rozpędzą samochodem do 300 km/h i uderzą w brzozę.

Ja ją widziałem. A czy Jarosław Kaczyński był na miejscu i widział tę brzozę? Bo ja nie przypominam sobie. Czy panowie profesorowie byli na miejscu? Z tego co wiem, nie, a ja byłem dwukrotnie i nikomu nie życzę spotkania z tą brzozą”.

 

2. „Ci naukowcy, proszeni przez prokuraturę o pokazanie badań, powiedzenie jakie przyjęli parametry i na jakiej podstawie formułują wnioski, wycofują się rakiem i nie przychodzą na spotkania. Poza tym naukowiec to wie pani, takie słowo, którym się łatwo teraz feruje, a jednocześnie nie wydaje mi się żeby ci naukowcy byli dobrze poinformowani w sprawie, w której zabierają głos. Kto wydaje opinię na podstawie zdjęć?”

 

3. „Gdybyśmy byli w stanie odtworzyć rozmowę satelitarną, pewnie ktoś ją kiedyś odtajni, słowa że „decyzja nie została podjęta” świadczą o tym, że czekają na decyzję. Nie oszukujmy się, z tego co się wszyscy domyślamy, pan prezydent chciał wygłosić przemówienie w Katyniu i chciał to zrobić za wszelką cenę. Może trzeba było odpuścić albo znaleźć czas na zapasowe lotnisko, na plan B”.

 

Powyższe słowa nie potrzebują komentarza.

Kaczyński, PiS: Nibylandia i Fałsz

 

Wtorkowy trotyl w smoleńskim tupolewie podrzucony przez „Rzeczpospolitą” wstrząsnął klasą polityczną i publicystami. Nie wiedzą, co z tym fałszem zrobić.

 

Niewiele brakowało, aby Jarosław Kaczyński przekuł fałsz na władzę.

 

Mielibyśmy nie Polskę, ale fałsz-Polskę, quasi-Polskę, niby-Polskę. Zamiast Polski i tak mamy częściową Nibylandię.

 

Coś z tym fantem chcą zrobić publicyści, komentatorzy. Jakoś poukładać, zaszeregować, dać intelektualną odpowiedź. Jak to z fałszem, wszyscy pod nim polegną. W Nibylandii najwięcej ofiar jest w bitwie pod Fałszem.

 

Monika Olejnik nawet postuluje, aby powołać międzynarodową komisję śledczą w sprawie katastrofy smoleńskiej. Z pozoru to racjonalne. Ale nie w Nibylandii. Komisja, która stwierdziłaby (bo inaczej by nie było) podobne przyczyny katastrofy smoleńskiej, jak komisja Jerzego Millera, spotkałaby się z tą sama odpowiedzią Kaczyńskiego, Macierewicza, PiS i tzw. patriotów, że jest manipulowana, niewiarygodna, itd.

 

Nibylandię i Fałsz (jako prawda) zafundowali nam prezes i jego PiS. Pozostaje tylko ratować Polskę, aby nie uczynili z całego kraju jednej Nibylandii z Fałszem o Smoleńsku.