Gliński, kandydat kurdupla

Kandydat PiS na „parapremiera” rządu technicznego (semantyczna bzdura) Piotr Gliński nie wystąpi na sali plenarnej Sejmu, ponieważ nie zgodziła się na to marszałek Ewa Kopacz (Gliński nie jest posłem).

 

Ale zaapelował do młodzieży: „Nie pytajcie co Polska może zrobić dla was, ale co wy możecie zrobić dla Polski”.

 

Odkrycie Kolumba. Ktokolwiek zada się z J. Kaczyńskim, od razu staje się o kilka poziomów głupszy. Bez Kaczyńskiego i Glińskiego młodzież sobie świetnie daje radę – nie życzy sobie nieudaczników w polityce, bo prezes PiS to przykładowy niedorajda ludzka.

 

Młodzież robi dla Polski, ale nie dla Kaczyńskich, którzy tylko potrafią konfliktować i proponować skansen cywilizacyjny.

 

- Rozmawiałem z tysiącami ludzi w całej Polsce. Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań było: „co pan może zrobić dla młodych ludzi, żeby nie wyjeżdżali”. Można zatrzymać polską młodzież w kraju i stworzenie jej miejsc pracy. Do tego właśnie potrzebna jest prosta polityka podatkowa, pobudzenie przemysłu i deregulacja – apelował Gliński.

 

Kandydat na „parapremiera” uwłacza godności młodych ludzi, mówił, że ”zostali oszukani przez wielu plastikowych polityków”. - Ale zostańcie z nami - dodał. - Ja z moim zespołem przedstawiam alternatywę. Macie wybór.

 

Do tego „plastiku” powinien dodać, że w opozycji są kurduple, a jednego z nich reprezentuje kandydat Gliński. Jak nie wierzy, niech spyta się Kazimierza Marcinkiewicza.

 

Gliński – ofiara Kaczyńskiego

 

Piotr Zaremba (wPolityce.pl) pyta sam siebie: Komu potrzebny jest profesor Gliński? I sam sobie odpowiada: polskiej prawicy na pewno, ale i Polakom.

 

Gliński jest potrzebny Kaczyńskiemu, aby otworzyć sobie drzwi do władzy. A Kaczyński nie jest potrzebny Polakom, tylko pisowcom, znanymi po zamiennikiem: kołtuni.

 

Może Zaremba jest Polakiem, niemniej podpisywanie się pod Polaków, a nie kołtunów, jest nadużyciem.

 

Kaczyński to oferma w życiu i polityce, a Gliński jego ofiara. Polacy na pewno nie chcą takich ofiar-oferm.

 

Zaremba może się wypchać swoimi spostrzeżeniami, a najlepiej sianem. Wycofuję się: Zaremba zamiast szarych komórek ma przecież siano w głowie.

 

Eksperci PiS Glińskiego

 

Kandydat na „parapremiera” PiS Piotr Gliński przedstawił ekspertów swego rządu „technicznego”. A są nimi Krzysztof Rybiński i Witold Modzelewski.

 

Przecież Gliński takimi ekspertami narazi się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zresztą Gliński wie, prezes też, że guzik im wyjdzie z wotum nieufności. Będzie tylko smród, bo taki wydzieli z trybuny sejmowej Kaczyński, gdy będzie przemawiał i „przekonywał” do swoich zabaw w „zabijanie” Tuska.

 

Obydwaj kandydaci Glińskiego są dobrze znani, ale nijak mają się do „patriotycznej” gospodarki Kaczyńskiego, który wymyślił ten termin godny Nagrody Nobla.

 

Rybiński to wieszczek, który przyszłość UE widzi czarno. Tak go opisuje Dominika Wielowieyska (nie potrzebuję robić własnej charakterystyki, gdyż byłaby podobna): Prof. Krzysztof Rybiński, obecnie rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, współpracował już z PJN i z senacką inicjatywą Rafała Dutkiewicza (profesor bez powodzenia startował w wyborach do Senatu). Rybiński to Kasandra polskiej ekonomii. Rok temu wieszczył, że Grecja wyjdzie ostatecznie ze strefy euro, a w jej ślady pójdą Portugaia, Włochy i Hiszpania. Ludzie wycofają depozyty z banków i nastąpi wielka katastrofa gospodarcza. Na razie żadna z tych prognoz się nie sprawdziła. Ale prof. Rybiński nie traci nadziei. Jest przecież współzałożycielem funduszu o znaczącej nazwie Eurogeddon. Im większy kryzys i spadki na giełdzie, tym więcej zarabia Eurogeddon. Ale i tu brak sukcesów. Ci inwestorzy, którzy zawierzyli Rybińskiemu, mają już… o jedną trzecią mniej pieniędzy niż rok temu – doniósł właśnie „Newsweek”. Czy to więc na pewno dobry pomysł, aby akurat takiemu ekonomiście powierzać naszą gospodarkę?

 

Rybiński promował wczoraj swój dokument „Rola grup interesów w procesie stanowienia prawa w Polsce”. Konkluzja tego raportu: pracownicy sektora publicznego są najsilniejszą grupą nacisku, w Sejmie mamy nieprzejrzysty lobbing prywatnych firm, a parlament kieruje się nie interesem publicznym, ale interesem poszczególnych lobby. Nic dodać, nic ująć. Rozumiem, że PiS planuje rozprawienie się z przywilejami nauczycieli, policjantów, górników i lekarzy. To nowość, bo do tej pory PiS takie reformy torpedował.

 

Drugi ekspert: Modzelewski. W 1993 r. odpowiadał za wprowadzenie w Polsce ustawy o VAT i akcyzie, krytykowano go wtedy za tworzenie niejasnego prawa, przy którym wiele zależy od interpretacji urzędnika i resortu finansów (mówiono o „prawie powielaczowym”). Potem został doradcą podatkowym. Jako ekspert podrzucał posłom poprawki korzystne dla firmy Sodexho, nie informując przy tym, że jego Instytut Studiów Podatkowych pracuje dla Sodexho.

Instytut prof. Modzelewskiego pracował też dla firmy Italmarca należącej do Aleksandra Gawronika. Jednocześnie cały czas był ekspertem sejmowej komisji finansów, która zajmowała się ustawą o zwrocie VAT cudzoziemcom. A tymi przepisami Gawronik był szczególnie zainteresowany – chciał zarabiać na zwrocie podatku VAT. Posłowie z komisji nie byli świadomi, że instytut Modzelewskiego pracuje dla tego biznesmena.

Gdy kilka lat temu Modzelewski był wymieniany jako kandydat Samoobrony na wiceministra finansów, Artur Zawisza z PiS (dziś już poza partią) mówił: – Prof. Modzelewski jest osobą kompetentną, ale z uwagi na aurę, jaka go otacza, raczej nie zaakceptujemy tej kandydatury.

 

To już wiemy, co chce osiągnąć w gospodarce kandydat na „parapremiera”. Dołować gospodarkę: im gorzej, tym lepiej. A jak się nie uda, bo Rybińskiemu się nie udaje, to tylko dla Polski lepiej. Przewrotne podejście do tematu. A Modzelewski będzie lobbował dla różnych lodziarzy.

 

Szpetnie widzi naszą przyszłość Gliński.

Gliński ośmieszany przez Kaczyńskiego

 

Leszek Miller deklaruje, że SLD nie poprze wniosku PiS o konstruktywne wotum nieufności z trzech podstawowych powodów:

 

1) niekonstytucyjnych przesłanek, ponieważ rząd dysponuje większością w parlamencie;

 

2) „nie będzie popierać rządu, który byłby gabinetem na smoleńskiej emigracji”;

 

3) „nie będzie przyłączać się do żadnych przedsięwzięć, które mają na celu recydywę IV Rzeczpospolitej”.

 

Miller wraz z SLD spotka się z Piotrem Glińskim i ma dla niego: - Pierwsze pytanie jakie pan profesor usłyszy, będzie brzmiało: dlaczego daje się ośmieszać i wykorzystywać przez Jarosława Kaczyńskiego wiedząc, że nigdy nie zostanie premierem.

 

Jak kogoś takiego, jak Gliński,  nazwać? Idiota? A może jeszcze gorzej.

Gliński o Palikocie

 

Całkiem ciekawe słowa powiedział w TOK FM kandydat PiS na „parapremiera” rządu technicznego prof. Piotr Gliński.

 

W następnym tygodniu ma zostać zgłoszony wniosek o wotum nieufności dla rządu Donalda Tuska.

 

Albo Gliński jest świadomy tego, co mówi. Czyli ma realne szanse objąć rządy, albo się ośmieszy. Śmiem twierdzić, iż idzie na ośmieszenie. Kto miałby głosować przeciw obecnej koalicji, oprócz PiS i Solidarnej Polski? Lewica z pewnością wstrzyma się od głosu.

 

Gliński utrzymuje, że „mam wolną w rozmowach koalicyjnych. Przynajmniej tak się umówiliśmy”.

 

Kto miałby wejść z PiS w koalicję, oprócz Solidarnej Polski? PSL? Piechociński dzisiaj, jakby poruszył palcem w tym aspekcie w bucie, to straciłby cała nogę. A reszta może popukać się w czoło, gdy usłyszy słowa koalicja od Glińskiego.

 

A ta „wolna ręka” – mógłby Gliński nie tumanić Polaków. Elektorat PiS to tumany, ale resztą raczej do tego rodzaju „patriotów” się nie zalicza. Wolną rękę Kaczyński może dać Glińskiemu, jak idzie do WC i papierem się podciera.

 

Pewnie Janusz Palikot dał czadu Glińskiemu i pokazał mu przynajmniej drzwi, gdyż kandydat na „parapremiera” powiedział: „Ruch Palikota w sposób świadomy, jak mi się zdaje, chce niszczyć życie publiczne w Polsce i demokrację polską. Jeżeli ktoś w sposób świadomy i cyniczny obraża symbole religijne ważne dla milionów Polaków, to troszeczkę się sytuuje poza dopuszczalnym obszarem debaty publicznej”.

 

Krzyż dla Glińskiego może być tylko wówczas ważny, gdy pójdzie w siną dal. Krzyż ci na drogę, „parapremierze”.

 

Kandydat Gliński z obsesją

Kandydat na kandydata na premiera (w skrócie: para-parapremier) Piotr Gliński robi objazd terenu. Tak mu kazał parapremier Kaczyński (a może premier Burkina Faso).

 

Wyjaśnię dlaczego używam dwa razy para. Bynajmniej nie tylko dlatego, że ta para pójdzie w gwizdek, ale pierwszym kandydatem na premierem, czyli parapremierem rządu pozaparlamentarnego jest Jarosław Kaczyński, a Gliński jest dla niepoznaki, bo prezes PiS ma największy elektorat negatywny i ukrywa swoje rzeczywiste zamiary, więc wychodzi, że ten Gliński to jest para-para.

 

Postępowanie idiotów trudno tłumaczyć, mimo to staram się, jak mogę. Więc ten zuch Gliński trafił do królewskiego miasta Kraków i w magistracie spotkał się z nauczycielkami, przyznał, że ma „obsesję poprawiania Polski”.

 

Następny. Wszyscy w PiS mają obsesję. Największą Kaczyński i Macierewicz, ta ich obsesja niejednokrotnie przeradza się w paranoję i inne stany chorobowe. A ten bez bicia przyznaje się do obsesji.

 

Pogonić takiego kołkiem osinowym, to może mu ta obsesja przejdzie. A czy ten obsesjonista był na Wawelu, aby złożyć pokłon Lechowi Zimnemu? O, na pewno – przecież Kaczyński kazałby mu z Warszawy wracać się i na kolanach zaiwaniać na Wawel.

 

Dwoją się i troją politycy z PiS, aby w kraju było wesoło. Kabaret z parapara- Glińskim idzie im nawet chwacko. Dlaczego TVP nie transmituje? Niewiele mamy rozrywki na kanałach publicznych, tylko same powtórki, a Gliński to świeżyzna, nowalijka.