Gniot Brudziński w zgniliźnie swej o filmie „Smoleńsk”

Ludzki gniot Joachim Brudziński lata po mediach i chrzani, jak katarynka. Tzw. polityk, który w istocie powinien pracować w kamieniołomach, tylko do tego się nadaje.

Niewiele rozumu w tej głowinie pisowskiej, a przy tym obrzydliwy. Plujący na wszystko co wokół. Ślina mu ścieka nienawiścią, jak mówi. Nierób, który pierdzi w ławy poselskie za pieniądze podatników.

W RFM FM to ludzkie „byleco” mówił o filmie „Smoleńsk” realizowanym przez Antoniego Krauzego, na który czeka naród pisowski.

Przecież nie polski. Scenariusz skrojony wedle raportów Macierewicza mogą być tylko oszustwem, gnojeniem kolejnym raz biednych bezkrytycznych ludzi, którzy uwierzyli w teorię zamachową.

Brudziński jest pewny: „film Krauzego będzie strzałem w dziesiątkę”.

Ten pierdziuch sejmowy taką puścił bździnę w RMF FM, a może zrobił w portki na brązowo.

Jak w radiu wyrobili z kimś takim, widok jego jest odrażający, a obecność waniajet sowietem. Nosy zatykać, oczy zamykać, gdy zgnilizna się wyraża. Zaprzeczenie rozumu.

>>>

Klechy jak najdalej od Tuska

 

Kler może wyprowadzić zdrowego człowieka z równowagi. Noga aż sama się odwija, gdy wypowiada się np. ks. Stanisław Małkowski.

 

Otóż ten członek Solidarni 2010, organizator Marszu Niepodległości, a ostatnio szczególnie aktywny w 3. rocznicę katastrofy smoleńskiej w wywiadzie dla Fronda.pl radzi Donaldowi Tuskowi:

 

„Powiedziałbym mu, że lepiej ponieść konsekwencje swojego postępowania tutaj, niż skazać się na piekło. Nic, co by mogło go spotkać tutaj na zasadzie odpowiedzialności za zło, które czynił i czyni, nie byłoby tak bolesne i dotkliwe jak wieczne potępienie, do którego zmierza”.

 

Śmie grzmieć na Tuska, aby premier przyznał się do zamachu. Straszy niedołęga piekłem. Pognać z kołkiem osikowym tego klechę do samego Watykanu, aby tam schował się pod habit Franciszka. Czarna mysz.

Piecha (PiS) o Smoleńsku

 

Poseł PiS Bolesław Piecha (specjalista w partii Kaczyńskiego od zdrowia) w Radiu Zet skomentował oświadczenie Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która po sekcji zwłok Anny Walentynowicz nie stwierdziła śladów wybuchu na szczątkach działaczki „Solidarności”.

 

Piecha uważa, że przedstawiana przez ekspertów parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza hipoteza o dwóch wybuchach na pokładzie Tu-154M lecącego do Smoleńska to ”jedna z hipotez, której on nie podziela”.

 

Tym samym przyznał, że obca mu jest „zbrodnia niesłychana”, tak sugestywnie sformułowana przez prezesa PiS, iż Piecha może oczekiwać reprymendy Kaczyńskiego, jeżeli nawet nie wyrzucenia z PiS.

 

A może w PiS stosunek do „zamachu smoleńskiego” ulega zmianie? Trudno w to uwierzyć, aby Kaczyński i Macierewicz mieli zrezygnować ze swojej paranoi.

 

Smoleńsk: albo Tusk, albo Putin

 

Senator PO Jan Filip Libicki pisze: - Skoro więc Antoni Macierewicz nie zgłasza jakiś słyszalnych zastrzeżeń do lotniskowej kontroli pirotechnicznej samolotu to niech – propagując na prawo i lewo teorię zamachową – powie to wreszcie głośno i wprost: to Rosjanie zestrzelili w Smoleńsku prezydenckiego Tupolewa! Czemu tego nie mówi?

 

Dobrze postawione pytanie, które nawiązuje do dyskusji w Radiu Zet programie Moniki Olejnik „7 Dzień Tygodnia”, w którym politycy obstawali przy swoich interpretacjach filmów smoleńskich: National Geographic „Śmierć prezydenta” i Gazety Polskiej „Anatomia upadku”.

 

- Teoria wybuchu zdejmuje odpowiedzialność z Rosjan. To jest najgłupsze w tej teorii i najbardziej szkodliwe. To trzeba uświadomić zwolennikom tej teorii. Gdzie można było podłożyć te bomby? Tylko w Warszawie – dochodził do wniosku Jacek Kurski i konkludował, że jeżeli nie ma mocnych dowodów na wybuchy: – Mówienie o zamachu szkodzi prawdzie, szkodzi Polsce i wzmacnia Rosję.

 

Filmu Anity Gargas bronił Jacek Sasin (PiS): – Jest asymetria, bo nie ma informacji o tym, że niektórzy uważają, że był zamach, bo to i tamto. Nie od tego są politycy, żeby mówić jak została wniesiona bomba i czy została wniesiona.

 

Bardzo przytomnie zareagowała Monika Olejnik: – Czy politycy są od tego, żeby mówić, że był zamach.

 

Macierewicz wreszcie powinien odpowiedzieć na pytanie, czy winien jest Tusk, czy Putin? Możliwe, że go wyręczy prezes Kaczyński, który odzyskuje formę. O „zbrodni niesłychanej” już powiedział, teraz może powiedzieć: – Jeżeli bomby wybuchły na pokładzie tupolewa, mogły być wniesione tylko w Warszawie.

 

Albo – albo. Albo Tusk, albo Putin. Decydujcie się, tchórze!

 

Smoleńsk, eksperci, brzoza (debata w „Wyborczej”)

 

„Gazeta Wyborcza” zorganizowała debatę w sprawie katastrofy smoleńskiej z udziałem siedmiu ekspertów z komisji Jerzego Millera. To pierwsza tak poważna debata publiczna, która musi pokonać w sferze publicznej paranoje PiS i Macierewicza. Coraz więcej Polaków wierzy w chore rojenia upowszechniane przez teoretyków „spiskowych”.

 

- Byliśmy komisją państwową, a nie rządową. Dlatego przyjęliśmy zasadę, że nie rozmawiamy z politykami – podkreślał w środę po południu dr Maciej Lasek, wiceszef zespołu, który badał katastrofę prezydenckiego tupolewa z 2010 r.

Eksperci po raz pierwszy pokazali fotografię słynnej brzozy, zrobioną zaraz po wypadku. Widać na niej wyraźnie wbite w drzewo fragmenty skrzydła samolotu. Przypomnieli, że ślady brzozy są też na końcówce skrzydła, którą tupolew zahaczył o drzewo w końcowej fazie lotu.

 

Debatę w „GW” prowadził Jarosław Kurski, który tak podsumował to spotkanie: „Wypadki lotnicze to nigdy jedna przyczyna, to zawsze ciąg nawarstwiających się przyczyn, łańcuch zdarzeń. Gdyby zerwać jedno z jego ogniw, do katastrofy by nie doszło. Niestety nikt tego łańcucha nie zerwał: brak aktualnej prognozy, słabe wyszkolenie pilotów; niejasny status lotniska; brak lidera na pokładzie; spóźnienie, pośpiech; presja; gęsta mgła; polityczna i symboliczna ranga wizyty; fatalne wyposażenie lotniska, wąwóz, zła interpretacja wskazań wysokościomierzy; determinacja, by lądować; „na kursie i na ścieżce”, brak reakcji na „pull up”, podchodzenie na automatycznym pilocie, brak jednoznacznego zakazu lądowania w obawie przed skandalem dyplomatycznym etc.

Co więc złożyło się na tragedię uznaną przez Sejm za największą od II wojny światowej katastrofę narodową? Można to nazwać krótko: „banalność przyczyn”. Zła organizacja, brak wyobraźni, brawura i polskie „jakoś to będzie”, które spotkało się z rosyjskim odpowiednikiem – „awoś”. Jakby żelazne procedury, bezwzględne prawa fizyki i meteorologii nie dotyczyły VIP-ów.

Niestety dotyczą wszystkich. Dlatego trzeba zrobić, co tylko można, by już nigdy żaden pasażer polskiego statku powietrznego za „banalność przyczyn” nie zapłacił życiem”.

Za: Wyborcza.pl

Brednia o Smoleńsku: „Anatomia upadku”

 

W kraju mamy państwo podziemne. To resztówka z IV RP, dzisiaj zwie się Republiką Smoleńską, bo wszystkie wartości polityczne i aksjologia zostały zbudowane na katastrofie smoleńskiej.

 

Republika Smoleńska ma swoich polityków (PiS), którzy nawet okupują ławy sejmowe przy Wiejskiej, mają media, w tym produkcję dokumentalno-artystyczną. Ta ostatnia jeszcze jest w powijakach, ale kilka tytułów już funkcjonuje.

 

Jednym z twórców RS jest Anita Gargas, reportażystka telewizyjna, która właśnie zrealizowała następny film o Smoleńsku. Pierwszy nosił nieoględny tytuł: „10.04.10″, najnowszy to :”Anatomia upadku”. Film ukazał się jako dodatek do „Gazety Polskiej”.

 

Gargas ponoć dotarła do nowych świadków katastrofy smoleńskiej i nowych dowodów. Tak to ujmuje: - Udało nam się dotrzeć do osób, których nie przesłuchała prokuratura. Z ich relacji wynika, że przebieg katastrofy nie był taki, jak to przedstawiał rosyjski MAK i komisja Millera. Wersja zakładająca, że samolot obrócił się w powietrzu po uderzeniu skrzydłem w brzozę i leciał kołami do góry już kilkaset metrów przed miejscem, gdzie zarył w ziemię, nie wytrzymuje w konfrontacji z opisem naocznych świadków. Oni mówią także, że fragmentacja samolotu nastąpiła wcześniej niż to określił MAK.

 

Wg autorki był zamach, a zatem „Anatomia upadku” jest dowodem na tezy Antoniego Macierewicza, iż na pokładzie tupolewa były wybuchy i samolot eksplodował w powietrzu.

 

Powstaje szereg pytań: dlaczego świadkowie nie zostali przesłuchani przez Rosjan, komisję Millera i prokuratorów wojskowych?

 

Dlaczego w czarnych skrzynkach po okolicznościach wybuchu nie ma żadnych zapisów? Dlaczego Gargas danych osobowych „świadków” nie podała prokuratorom? Tych pytań powstaje więcej.

 

W każdym razie dokument Gargas jest pożywką dla ludu smoleńskiego w podziemnym państwie PiS: Republika Smoleńska. Mit smoleński ma swoje dzieła i quasi-dowody, które udają prawdziwość, ponieważ nijak mają się do rzeczywistości.

 

Republika Smoleńsk to majak, tak jak dzieła typu: „Anatomia upadku”. To pozory, alternatywa realności. A dosłownie: to gnicie tej części Polski i Polaków, którzy w podobne brednie wierzą.

Marta Kaczyńska: pieniądze do zwrotu

 

Marta Kaczyńska na śmierci rodziców zarobiła od ubezpieczyciela 3 mln zł.

 

Normą jest, że ubezpieczenie na życie nie obejmuje aktów terrorystycznych, zamachów, ani nagłych wypadków, a także śmierci poza granicami kraju, bo to zwykle reguluje dodatkowa umowa z ubezpieczycielem.

 

I co się okazuje? Sierota po Kaczyńskich nie miała prawa do pieniędzy z ubezpieczenia rodziców, którzy zginęli pod Smoleńskiem.

 

Ale wzięła, a ubezpieczyciel wypłacił. Jak powinna zachować się osoba honorowa? Zwrócić. Ale tych pieniędzy już sierota Marta nie ma. Niemniej ta sprawa świadczy o stosunku Kaczyńskich do prawa i moralności.

 

Żadnego honoru, żadnego poszanowania prawa, żadnej moralności. I taki ktoś, jak Marta K., jest między nami.

 

Tfu.

Rozsądnie o Smoleńsku

 

Monika Olejnik w „Kropce nad i” gościła wspaniałego rozmówcę, Macieja Komorowskiego, syna dyplomaty Stanisława Komorowskiego zmarłego pod Smoleńskiem.

 

Niewielu jest ludzi, którzy potrafią z takim rozsądkiem mówić o katastrofie smoleńskiej. Zamiast te słowa omawiać komentować, zacytuję:

 

1. „Uważam, że ci naukowcy przyjęli złe parametry obliczeń, skoro twierdzą, że wyszło im to z matematycznych działań. Mam też bardziej ludzką propozycję: niech się rozpędzą samochodem do 300 km/h i uderzą w brzozę.

Ja ją widziałem. A czy Jarosław Kaczyński był na miejscu i widział tę brzozę? Bo ja nie przypominam sobie. Czy panowie profesorowie byli na miejscu? Z tego co wiem, nie, a ja byłem dwukrotnie i nikomu nie życzę spotkania z tą brzozą”.

 

2. „Ci naukowcy, proszeni przez prokuraturę o pokazanie badań, powiedzenie jakie przyjęli parametry i na jakiej podstawie formułują wnioski, wycofują się rakiem i nie przychodzą na spotkania. Poza tym naukowiec to wie pani, takie słowo, którym się łatwo teraz feruje, a jednocześnie nie wydaje mi się żeby ci naukowcy byli dobrze poinformowani w sprawie, w której zabierają głos. Kto wydaje opinię na podstawie zdjęć?”

 

3. „Gdybyśmy byli w stanie odtworzyć rozmowę satelitarną, pewnie ktoś ją kiedyś odtajni, słowa że „decyzja nie została podjęta” świadczą o tym, że czekają na decyzję. Nie oszukujmy się, z tego co się wszyscy domyślamy, pan prezydent chciał wygłosić przemówienie w Katyniu i chciał to zrobić za wszelką cenę. Może trzeba było odpuścić albo znaleźć czas na zapasowe lotnisko, na plan B”.

 

Powyższe słowa nie potrzebują komentarza.

Wojewódzki i Smoleńsk

Najnowszy „Newsweek” jak poprzednie ożywi przestrzeń publiczną. Cios prosty podbródkowy najpierw zada Kuba Wojewódzki, który nieoględnie twierdzi, że „Polak Polakowi Żydem” i to pod obrazkiem Najświętszej Panienki.
Już wyobrażam sobie, jak prawica pluje na Wojewódzkiego, wypominając mu Ukrainki i wysługiwanie się PO.
Kilka cytatów tego szydercy, błazna krajowego, jest wartych zacytowania. Jest to poważne pisanie, a nie show, bowiem Wojewódzki potrafi operować piórem:
„Kiedy myślę Polska, to z miejsca nachodzą mnie obawy, że za chwilę pojawi się kilku smutnych panów z tajnej policji myśli i stwierdzi u mnie myślozbrodnie. Zakażą mi myśleć o ich ojczyźnie, bo powinienem zacząć myśleć o swojej. Czyli Izraelu. Albo ZSRR, bo tam urodził się mój ojciec, major NKWD o specjalności – strzał w potylicę, oraz najprawdopodobniej ja”.
„Czasami się zastanawiam, czy największą karą, jaką wymierzyła nam historia, nie jest kar wolności. Bo ona tutaj, między Mierzeją Wiślaną a Giewontem, zaje*** miesza ludziom głowach. Wolność jest jak atrakcyjna, długonoga, cycata laska. Przy niej głupiejemy. Z Polakami jest jak z islamem. Islam to podobno całkiem przyzwoita religia, a jedna fundamentaliści robią z niej oręż do gnębienia innych. I tak jest z nami. Jesteśmy w miarę sensownym społeczeństwem, ale narodowi fundamentaliści robią z własnej miłości do ojczyzny oręż do gnębienia pozostałych. I albo się, bracie, dostosujesz do obecnie panującego poziom wzruszenia i martyrologii, albo z ciebie bęcwał i element obcy”.
„Polak kocha dopier***. To nasz sport narodowy. Tu nie ma dyscyplin, kategorii wagowych czy mety. Tu liczy się satysfakcja z brania udziału w codziennych igrzyskach dopier***. Wczoraj Natalia Siwiec, dziś Zbigniew Brzeziński, jutro każdy. Zaryzykujmy grubą tezę: Polak Polakowi Żydem, najczęściej pod obrazkiem Najświętszej Panienki. Tak na wszelki wypadek”.
Równie ciekawy jest też artykuł o Smoleńsku, na który składają się zeznania z akt śledztwa smoleńskiego, do których dotarł tygodnik: „Pan prezydent kiedyś doprowadzi do tragedii”.
Oto fragment zeznań szefa BOR, Mariana Janickiego: „Około trzech miesięcy przed katastrofą płk Jarosław Florczak [zginął w Smoleńsku] po kolejnym przylocie z prezydentem bardzo zdenerwowany oznajmił mi, cytuję: »Szefie, pan prezydent kiedyś doprowadzi do tragedii, zginie wielu niewinnych ludzi«. Zapytałem go, odpowiedział mi: »Szefie, jak zwykle burdel, nikt
nic nie wie, programy swoje, a realizacja swoje”
Wojewódzki odkłamuje fałsz Polaków i patriotyzm, który jest często pałką bejsbolową, a prezydent Lech Kaczyński był sam w sobie katastrofę i ją wreszcie sprokurował. „Newsweek” wsadza kij w prawicowe mrowisko.

Komorowski przed Dniem Niepodległości

 

 

Prezydent Bronisław Komorowski przed Dniem Niepodległości wyraża zaniepokojenie kolejnym ”złamaniem granicy”. Była nią publikacja „Rz” o trotylu na wraku tupolewa.

 

Trumny dzielą Polaków, są specjalnie wystawiane, aby odebrać dumę narodowi, który z takim trudem buduje suwerenność. Mącenie w umysłach za pomocą nieuprawnionego spisku smoleńskiego służy partykularnym interesom Kaczyńskiego i wrogom Polski.

 

Powoływanie jakiejkolwiek międzynarodowej komisji, aby zbadała przyczyny katastrofy nie ma żadnego sensu. Jest to zakwestionowanie polskich autorytetów, którzy pracowali w komisji Jerzego Millera. Podważanie naszej wiarygodności, instytucji państwa i wystawianie na żer polskiej racji stanu.

 

Międzynarodowe ciało i tak doszłoby do takich samych wniosków, jak polscy eksperci. Najpierw jednak byłoby ustalenie, kto ma w komisji zasiadać, a i tak nie pogodziliby się z wynikami jej prac Kaczyński, ani Macierewicz. PiS ma ustaloną wersję katastrofy, to jedyna prawda, pod którą zgodziliby się podpisać.

 

Komorowski chce łączyć Polaków, zwłaszcza w takich dniach, jak Dzień Niepodległości, który dla wszystkich powinien być świętem. Czy można jednak połączyć to, co podzielił Kaczyński? Bardzo łatwo jest rujnować, aby budować, trzeba zakasać rękawy i wziąć się do wspólnej pracy.