Kaczyński, Duda i Szydło zasłużyli na koedukacyjne piekło

Politycy i społeczeństwo wcale nie są bezradni wobec bezprawia PiS. Politycy mają narzędzia, aby PiS napiętnować. Przede wszystkim dobrze konstruować wnioski do poselskiej komisji etycznej, a przede wszystkim do organów prawa, do prokuratur.

Jeszcze prokuratura nie jest w rękach PiS, na pewno będzie, ale PiS wszystkich prokuratorów nie zastraszy.

Na Andrzeja Dudę i Beatę Szydło już w tej chwili powinny być zbierane podpisy o postawienie ich przed Trybunałem Stanu. Wnioski takie winny być pisane, aby zadrżało im sumienie, jeżeli jeszcze takowe posiadają pod butem Kaczyńskiego.

Szybciej PiS władza się skończy, niż im wydaje. I wówczas należy być konsekwentnym, aby Duda zawędrował tam, gdzie jego miejsce. Przed TS. Pamiętać przy tym, jak Platforma spaprała ostatnie postawienie Zbigniewa Ziobry przez Trybunałem Stanu.

Taka niedołężność skutkuje tym, że mściciel Kaczyński ma u boku podobnego sobie mściciela Ziobrą.

Na zemstą nie może być odpowiedź zemsty, ale prawo i sprawiedliwość. Czyli to, czego brak PiS. Spokojnie, zapłacą. Za zło zawsze się płaci, taka jego społeczna właściwość prawa. W metafizyce lądują tacy na patelni Belzebuba, tam będą przysmażane zadki Kaczyńskiego, Dudy i Szydło.

Zasłużyli na koedukacyjne piekło.

Zacytuję wybitnego konstytucjonalistę prof. Wojciecha Sadurskiego, który uzasadnia za co Duda przysmażany będzie w Trybunale Stanu:

prostactwoWakcji

Weszliśmy (…) w okres dyktatury ciemniaków; ludzi pozbawionych inteligencji, uczciwości i honoru, „Orędzie” Premiera było tego dowodem. Kolejnym jest oświadczenie rzecznika Prezydenta, że – mimo opublikowania wyroku TK z 3 grudnia, prezydent uważa sprawę obsady TK za zamkniętą. To połączenie buty z ignorancją. Skoro wyrok jest opublikowany, to znaczy, że wszedł w życie, a skoro wszedł w życie, to znaczy że trzech sędziów – Roman Hauser, Krzysztof Ślebzak i Andrzej Jakubecki – zostało wybranych prawidłowo, a skoro zostali wybrani prawidłowo, to nie było potem wakatów dla PiS-owskich mianowańców, zaprzysiężonych na zlecenie Kaczyńskiego przez Prezydenta.

Jak to wytłumaczyć jeszcze jaśniej, by Andrzej Duda to zrozumiał?

Mafijne, skoordynowane działania Prezydenta, rządu i większości parlamentarnej są już jawnym zamachem na ustrój konstytucyjny. Okazuje się, że nie trzeba wysilać się, jak Wiktor Orban, zmieniając konstytucję, by zabić demokrację. Można po prostu konstytucję zignorować: prostacko i bezczelnie.

Gmyza zbrodnia niesłychana

 

 

Wybitny filozof prawa i konstytucjonalista Wojciech Sadurski pisze o najgorętszym obecnie „kartoflu medialnym”.

 

Mianowicie o Cezarym Gmyzie, który ujawnił „zbrodnię niesłychaną” – trotyl na smoleńskim tupolewie.

 

Dlaczego mamy wierzyć Gmyzowi, a nie polskiej komisji śledczej Jerzego Millera i prokuratorowi generalnemu, Andrzejowi Seremetowi? Dodam: dlaczego mamy nie wierzyć własnemu rozsądkowi?

 

Gmyz ma prawo do ochrony swoich informatorów. Z tego skorzystał. Ale właściciel „Rzeczpospolitej” ma także prawo do ustosunkowania się do swojej własności, gdy odczytał, że jego pracownik mógł świadomie dać wpuścić się w maliny.

 

Waga newsa o trotylu jest tym cięższa, że ważyły się w jakimś sensie losy Polski. A przy tym wyglądało, iż Gmyz był „ustawiony” z działaniami Kaczyńskiego i Macierewicza, bo ci od razu zrobili posiedzenie swojego zespołu sejmowego ds. zbrodni Tuska i chcieli przechwycić władzę.

 

A informatorami chronionymi przez Gmyza wszak mogły być takie tuzy dziennikarstwa, jak Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski, Myszka Miki i złodziej złomu w Smoleńsku.

 

Tego  nie wiemy, bo Gmyz ich chroni.

 

Z kolei Jacek Żakowski widzi tę sytuację w jeszcze szerszym planie: To niewydolność dzisiejszego systemu dziennikarskiego.

 

W redakcjach nie ma kto kontrolować rzetelności, ale także miała znaczenie: polska bylejakość.

 

„Ogólna – wynika z sytuacji ekonomicznej mediów. Ubożenie sprawia, że z jednej strony coraz mniej osób pracuje w redakcjach i coraz mniej wysiłku wkłada się w pracę nad tekstami, a z drugiej rośnie presja na newsa, czy – jak mówimy z angielska – scoopa, czyli coś na prawdę mocnego”.

 

Nie bez znaczenia są też sympatie polityczne Gmyza i całej redakcji „Rzeczpospolitej”. Publicyści tego dziennika wmawiają czytelnikom, że Polska opanowana jest przez spisek: „Wciąż jednak nie ma Graala, który by stanowił ostateczny dowód. Gmyz (podobnie jak wcześniej Bronisław Wildstein i kilka innych osób) dostarczył tego wymarzonego Graala. Nic więc dziwnego, że jego artykuł przyjęto z entuzjazmem i nadano mu najwyższą rangę. Żadna redakcja – wolna od takiej dramatycznej tęsknoty za Graalem Wielkiego Spisku – tekstu Gmyza by nie opublikowała w takiej formie i bez precyzyjnego sprawdzenia”.